Tatry dla każdego

blacha przewodnika tatrzańskiego
Przewodnik tatrzański

Artur Krupiński | tel. 608-753-206

Skorzystaj z usług przewodnika tatrzańskiego.
Wycieczki z przewodnikiem są zawsze udane.

REKLAMA

Krupówki

Na niepogodę... Krupówki

Jeśli pogoda zniechęca, utrudnia, uniemożliwia wycieczkę w Tatry, dobrym pomysłem na niepogodę może być spacer po najważniejszej ulicy Polski. W każdym razie jednej z najważniejszych. Wędrówka śladami artystów, historii ważnych i nieważnych, plotek, romansów...

„Legendę Tatr zastąpi w zupełności Legenda Krupówek”.

Rafał Malczewski

Zaczniemy od poznania historii Krupówek, z ogólnym wstępem na temat rozwoju urbanistycznego Zakopanego.

Spacer rozpoczniemy w dole ulicy, przy dawnym „Hotelu pod Giewontem”. Dowiemy się tam, dokąd kiedyś odjeżdżały omnibusy, będące pierwszą linią komunikacyjną w Zakopanem. Dowiemy się, kto zbudował, stojący po drugiej stronie, wysoki murowany budynek (dawnych zakładów mięsnych) i dlaczego postawiono go nierównolegle do przebiegu ulicy. Obejrzymy Nowy Kościół pw. Najświętszej Rodziny, mieszankę stylów. Obejrzymy wykonaną w całości w stylu zakopiańskim kaplicę św. Jana Chrzciciela, zaprojektowaną przez Stanisława Witkiewicza. Dowiemy się, dlaczego Witkiewicz wywołał skandal obrazem św. Jana Chrzciciela.

Obejrzymy murowany budynek Muzeum Tatrzańskiego (z 1920 r.), będący próbą zastosowania stylu zakopiańskiego w architekturze murowanej. Poznamy historię nieformalnego Hotelu Muzealnego (Grand Hotelu, jak go nazywano), prowadzonego przez... dyrektora muzeum, Juliusza Zborowskiego. Obok Dworzec Tatrzański, pierwszy (1903 r.) murowany budynek w stylu zakopiańskim. Na budynku tablica poświęcona „królowi przewodników tatrzańskich” Klemensowi Bachledzie. Dowiemy się, dlaczego Mariusz Zaruski wzywał „Klimku, wracajcie!”. Restauracja w Dworcu była miejscem wielu wydarzeń, rzadko opisywanych w oficjalnej historii Zakopanego. Niektóre z nich poznamy... Poznamy historię Szkoły Snycerskiej, znajdującej się w głębi za Góralskimi Sukiennicami.

Zatrzymamy się przy budynku hotelu „Giewont”. To miejsce o długiej tradycji. Bywali tu zarówno przywódcy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jak i znani przestępcy. Poznamy te historie. Obejrzymy budynek z 1900 r., w którym kiedyś znajdował się hotel „Centralny”, jedyny w owym czasie hotel, w którym nie przewidziano miejsca na... restaurację. Hotel Morskie Oko, jeden z pierwszych murowanych budynków Zakopanego (1901 r.). Hotel miał salę widowiskową na 300 osób. Występowały w niej największe sławy scen polskich. Dowiemy się, który z naszych pisarzy przeczytał tam pierwsze trzy rozdziały swojej noblowskiej powieści, a także kto w kogo rzucał tam jajkami i z jakiego powodu.

Nieco wyżej zatrzymamy się przy „Bazarze Polskim”, budynku wzniesionym z inicjatywy Władysława hr. Zamoyskiego. Dla kontrastu zatrzymamy się też przy nowej, olbrzymiej galerii handlowej, pieszczotliwie nazywanej „Godzillą”, w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się restauracja Karpowicza. Poznamy tam historię kolekcji karykatur Kazimierza Sichulskiego i tajnej organizacji niepodległościowej z czasów I wojny światowej.

Obejrzymy willę „Poraj” z 1887 r. w stylu szwajcarskim, niedawno „oczyszczoną”, z zasłaniających całą bryłę reklam. Poznamy tam filmową historię willi „Poraj”. Następnie w osi ulicy zobaczymy skromny pomnik Władysława hr. Zamoyskiego. Poznamy historię jednej z najważniejszych postaci w historii Zakopanego.

Tam zakończymy wycieczkę, którą można dalej, już indywidualnie kontynuować, wędrując z powrotem w dół, korzystając ze współczesnej oferty gastronomicznej Krupówek.

REKLAMA

Restauracja Owczarnia

Subiektywny przewodnik gastronomiczny po Krupówkach

Restauracja „Owczarnia”

Tekst: Artur Krupiński

Z restauracjami na Krupówkach i moim wyborem „Owczarni” jest trochę tak, jak ze starym dowcipem o Angliku na wyspie bezludnej. Kiedy wreszcie przypłynął do niej jakiś statek, załoga ujrzała na plaży trzy szałasy. Na pytanie kapitana, po co mu trzy szałasy, odparł: „Widzi pan, panie kapitanie... W pierwszym mieszkam. Drugi to mój klub. A trzeci to klub, w którym moja noga nie postaje”. Na Krupówkach jest wiele lokali, zapewne niektóre mają równie dobrą ofertę, ale... moja noga w nich nie postaje. Taki wybór.

Więc Krupówki. Dokładniej ulica Generała Andrzeja Galicy, róg Krupówek.

Wariant A. Zaczynam od pajdy chleba ze smalcem i ogórkiem. Pajda jest długa, dłuższa niż drewniana deseczka, na której leży. To nie pajda, to lotniskowiec. W deseczkę wbity nóż, dla tych, którzy chcą pokroić pajdę na mniejsze kawałki, bo z oryginalnym obiektem nie dadzą sobie rady. Do pajdy biorę piwo i to właściwie wystarcza. Jem chleb i słucham muzyki. Nie ma co ukrywać, po południu to góralo-disco. Nuta niby góralska, ale prosta, a teksty rażąco banalne i bez tego czegoś, co ma w sobie prawdziwa muzyka Podhala. Jednak póŸniej przychodzi kapela i chociaż im też zdarza się grać coś pod publikę (czyli podhalańskie aranżacje znanych przebojów), to jednak najczęściej można usłyszeć prawdziwą góralską muzykę i śpiew.

Wariant B. Zamawiam kiszkę z cebulą i opiekanymi ziemniakami. I piwo. Na stole ląduje wielka deska. To charakterystyczne w „Owczarni”. Generalnie wszystko, z wyjątkiem deserów, podają na desce. Zaczynam walkę z obiadem. W końcu zawartość deski znika. Powoli wsiąka też piwo. Gra muzyka. Kelnerzy i kelnerki noszą stroje ludowe. Obsługa jest interesująca. Często żartują. Pewnego dnia kelner obsługujący pewną pulchną panią otaksował ją wzrokiem i stwierdził: „E, docie rade...” I na stole wylądowała porcja już nie pamiętam czego, ale w każdym razie duża, jak każda w tej restauracji.

Wariant C. Dowolny, wg wyboru. Ważne: każda porcja jest dwuosobowa. Dlatego patrząc na cenę, warto mieć na uwadze, że jedzenia będzie dużo i można jedną porcję zamówić dla dwóch osób. Za to porcje reklamowane jako dla dwóch, trzech-czterech lub pięciu „owiecek”, należy odpowiednio przemnożyć.

Wariant D(eser). To może być np. szarlotka na gorąco z lodami i bitą śmietaną. Zamówiliśmy to kiedyś po obiedzie z opiekunkami grupy młodzieżowej z Niemiec. Jedna z Niemek, duża dziewczyna mówiąca po angielsku, spojrzała na deser, wzięła głęboki oddech i zacytowała hasło amerykańskiego prezydenta: „Yes, we can”. I dała radę.

REKLAMA

Kawiarnia Europejska

Subiektywny przewodnik gastronomiczny po Krupówkach

Kawiarnia „Europejska”

Tekst: Artur Krupiński

Kawiarnia „Europejska” została otwarta po remoncie. Ricardo wrócił.

Krupówki. Połowa długości ulicy. Kiedy zaglądasz tam w dzień jest sennie, niemrawo, na uboczu, choć od Krupówek oddziela tylko szyba. W kącie sali siedzi kelnerka i patrzy. Chciałoby się napisać, gdzie patrzy, ale ona tak patrzy, że nie wiadomo gdzie. Przy oknie pije herbatę stała bywalczyni, pamiętająca czasy sprzed otwarcia kawiarni. Towarzyszą jej czasem koleżanki i razem patrzą na ulicę. Taki tam ruch, gwar, pęd, wczasowicze, rodziny, dzieci, wycieczki, sprzedawcy gwiżdżących gadżetów i gąbkowych stworów na drucie. Znudzona młodzież, wrzeszczące dzieciaki, obrażone żony, tulące się pary. Czasem ktoś „stamtąd” zajrzy przez szybę, czasem nawet otworzy drzwi, ale cofa się szybko. To wszystko widzę z kąta sali przy oknie. Siedzę przy okrągłym stoliku, na krześle w stylu z lat 60. XX w. Siedzę bokiem, więc widzę Krupówki, panie, kelnerkę i niedoszłego gościa. To w dzień.

Po zmroku, kilka razy w tygodniu, „Europejska” zamienia się w dancing. Rezerwuję miejsce, prosząc, żeby nie przy kibelkach. Zresztą stoły przy kibelkach, w tylnej sali, też mają zalety... Przychodzę punktualnie, chociaż dopuszczalne jest telefoniczne poinformowanie o niewielkim spóŸnieniu. Pan Rysio zaczyna o dziewiątej. Bardzo trudno opisać to, co robi pan Rysio. Pan Rysio porywa. Kiedy śpiewa, kiedy zjawia się na parkiecie w kostiumach, kiedy uwodzi stylem (bardziej może specyficzną manierą), kiedy zaprasza gości na parkiet — nie można mu się oprzeć. Bawią się wszystkie grupy wiekowe, bawią się razem ludzie, którzy widzą się pierwszy raz na oczy. Bawią się przy stolikach i na parkiecie. Bawią się do zamknięcia lokalu. A nad wszystkim czuwa pani kierowniczka. Surowym okiem ogarnia salę i nie daj Boże podpaść, bo choć nieduża, to jednak masywna i wyrzuci na zbity pysk. Stąd uszanowanie i całuję rączki pani kierowniczce jest bardzo wskazane.